Jamo wraca. Duńska marka pokazuje nowe kolumny i stawia na design bardziej niż kiedyś

 

Jamo po kilku latach niepewności i zmianie właściciela oficjalnie wraca na rynek hi-fi. Duńska marka nie próbuje jednak zaczynać wszystkiego od zera. Zamiast wymyślać siebie na nowo, sięga po dobrze znaną serię Concert i interpretuje ją na współczesny sposób. Są klasyczne modele dla bardziej konserwatywnych audiofilów, ale też coś znacznie ciekawszego wizualnie. Zwłaszcza że nowe kolumny wyglądają tak, jakby ktoś w końcu uznał, że sprzęt audio nie musi przypominać czarnych skrzynek z laboratorium.

Concert Legacy: stare Jamo, tylko trochę bardziej współczesne

Pierwsza z nowych linii, Concert Legacy, jest najmocniej osadzona w historii marki. Inspiracją były modele Concert 8 i Concert 11 z połowy lat 90., ale Jamo nie robi tutaj retro-reedycji. Bardziej chodzi o odpowiedź na pytanie: jak wyglądałyby te kolumny, gdyby rozwijały się przez kolejne trzy dekady?

Seria składa się z trzech modeli: podstawkowych Concert Legacy 8 oraz podłogowych Concert Legacy 9 i Concert Legacy 11.

Stylistycznie jest dość klasycznie, choć nie nudno. Obudowy są lekko pochylone do przodu i stoją na charakterystycznej aluminiowej podstawie, która sprawia wrażenie, jakby kolumny delikatnie unosiły się nad podłogą. Nie jest to tylko zabieg wizualny. Pod spodem ukryto bass-reflex skierowany w dół, co według producenta ma dawać większą swobodę ustawienia w zwykłym salonie.

Jamo mocno podkreśla też skandynawskie korzenie projektu. W nowych konstrukcjach znajdziemy między innymi przetworniki Scan-Speak z Danii czy rozwiązania opracowane z norweskim SEAS. Brzmi trochę jak nordycka kooperacja audio.

Concert Element: kiedy kolumna ma być częścią wnętrza, a nie problemem do ukrycia

Znacznie ciekawiej robi się przy drugiej serii, czyli Concert Element. To właśnie tutaj Jamo wyraźnie próbuje zrobić coś innego niż większość klasycznych marek hi-fi.

Zamiast prostokątnej skrzynki z głośnikami na froncie dostajemy projekt rozwijany razem z kopenhaskim studiem HarritSørensen, oparty o ideę „Circle over the Square”. Nazwa brzmi trochę designersko, ale sam pomysł jest prosty: okrągły moduł przetworników wyraźnie wystaje poza minimalistyczną, prostokątną obudowę. Innymi słowy, to właśnie głośnik staje się centrum całego projektu, nie czymś, co trzeba wizualnie ukryć.

Efekt jest dość nietypowy. Z jednej strony wciąż widać skandynawską prostotę, z drugiej nowe Jamo momentami przypomina bardziej dobrze zaprojektowany mebel niż klasyczne hi-fi.

Seria obejmuje monitorowe Concert Element 50, podłogowe Concert Element 70 i Concert Element 90, a także subwoofer SW10. Producent deklaruje, że mimo bardziej designerskiego podejścia nie zapomniano o akustyce. Mamy tu autorskie przetworniki SB Acoustics, obudowy projektowane pod konkretne głośniki i bass-reflex wyprowadzony od spodu, co ma pomóc w ustawieniu kolumn bliżej ścian bez nadmiernej walki z basem.

Kiedy premiera i ile to może kosztować?

Nowe serie Jamo Concert Legacy i Concert Element mają trafić do sprzedaży w sierpniu 2026 roku. Na razie poznaliśmy wyłącznie ceny w dolarach, a oficjalnych polskich kwot jeszcze nie ma, więc trudno przewidzieć, ile dokładnie zapłacimy w złotówkach.

Seria Concert Legacy:

Seria Concert Element:

Na razie trudno powiedzieć, jak nowe Jamo wypadnie w praktyce, ale sam kierunek wydaje się całkiem sensowny. Zamiast ślepo odcinać kupony od nostalgii, marka próbuje połączyć swoje dawne DNA z czymś bardziej współczesnym, szczególnie jeśli chodzi o wzornictwo i dopasowanie sprzętu do zwykłych wnętrz.